W projekcie zmian przepisów dotyczących OFE pojawił się zapis o minimalnym poziomie inwestycji w akcjach na poziomie 75% ich aktywów. Wywołało to, delikatnie ujmując, "zdziwienie" większości analityków i ekonomistów.

Jak rząd to tłumaczy?

Po pierwsze tym, że w nowych warunkach do OFE będzie trafiało tylko 2,92% składki z pierwotnych 7,3%, które miały inwestować 40% w akcjach. W związku z tym - według wyjaśnień przedstawiecieli rządu -  2,92% i część przeniesiona w ramach II filara na subkonto w ZUS należy tratkować razem. W konsekwencji 75% w akcjach w mniejszej składce do OFE, nawet nie stanowi 40% składki pozostającej w II filarze.

Po drugie tym, że rząd "troszczy się" o kondycję naszej giełdy, a więc nie chce doprowadzić do wyprzedaży akcji przez OFE.

Jakie są ALE?

Pierwsze wytłumaczenie nie ma najmniejszego sensu,ponieważ w "dawnych czasach" limit 40% w akcjach był limitem maksymalnym. W związku z tym, jeżeli miałaby być zachowana konsekwencja i kontynuacja "ducha początkowych założeń", to poziom 75% powinien być poziomem maksymalnym a nie minimalnym.

A drugi argument? Też jest bez sensu, ponieważ ewentualna wyprzedaż akcji przez OFE, których właścicielami są instytucje oferujące produkty inwestycyjne: fundusze inwestycyjne, polisy inwestycyjne, na których osiągają największą marżę właśnie na funduszach agresywnych i o wiele wyższą niż w OFE, spowodowałaby bardzo duże straty w dochodach tych instytucji w innych produktach. Tak więc obawy o ewentualną podaż akcji ze strony OFE po zmiaie przepisów, bo.... właśnie - niewiadomo dlaczego miałoby to nastąpić -  jest CZYSTYM ABSURDEM. 

A więc jaki jest powód?

Może być tylko jeden: w II kwartale przyszłego roku będziemy wybierać między ZUS a OFE. I prawdopodobnie rząd chce aby to był:

 wybór między bezpiecznym ZUS a spekulacją na giełdzie w OFE.